Londyn - Wrocław

Kacper na żółtym rowerze przed katedrą.

Mój pierwotny plan zakładał, że zostanę w Wielkiej Brytanii maksymalnie sześć miesięcy. Przez pandemię ten pobyt przeciągnął się jednak do ponad półtora roku.

W międzyczasie kupiłem nowy rower i z niecierpliwością czekałem na ponowne otwarcie granic. Kiedy w maju 2021 w końcu stało się to możliwe, nie wyobrażałem sobie innego powrotu do Polski niż właśnie na rowerze. Traktowałem tę trasę jako trening i pierwszy poważniejszy test sprzętu przed podróżą, o której myślałem już od dawna.

Kacper na żółtym rowerze przed katedrą.
Rower przed katedrą.

Do dziś pamiętam moment, kiedy wsiadałem na prom w Dover. Byłem naprawdę wzruszony. Czułem ogromną wdzięczność i miałem wrażenie, że po tych wszystkich miesiącach czekania jestem bliżej realizacji swoich wielkich planów niż kiedykolwiek wcześniej.

Następnego dnia byłem już w Belgii. Dojechałem do Brugii, gdzie przypadkiem poznałem chłopaków zajmujących się odnawianiem starych butów. Pięknie mnie ugościli, zaoferowali jedzenie, a na koniec podarowali mi parę pięknych, odrestaurowanych Dr. Martensów, wyprodukowanych jeszcze w Anglii.

Kolejnego dnia wjechałem do Holandii. Dzięki ścieżkom rowerowym rozciągniętym po całym kraju poruszałem się bardzo sprawnie i szybko pokonywałem kolejne kilometry. Następnego dnia dotarłem do mojego kumpla w Amsterdamie, pokonując 160 kilometrów — najwięcej, ile do tamtej pory przejechałem jednego dnia.

Spędziłem trzy przyjemne dni w stolicy Niderlandów, a później ruszyłem dalej przez Niemcy, już bezpośrednio w stronę Polski.

Namiot i rower nad rzeką.
Namiot na piasku nad jeziorem.
Noclegi nad wodą.
Widok z namiotu na las.
Widok z namiotu.

W jednej z mniejszych niemieckich miejscowości nieumiejętnie położyłem rower na trawniku, przyciskając tylną przerzutkę ciężarem całego roweru. Była niedziela i wszystkie sklepy rowerowe były zamknięte. Zacząłem pytać przechodniów, czy ktoś mógłby mi pomóc. W końcu dostałem kontakt do Heinza, który podobno znał się na rowerach.

Napisałem do niego i udałem się pod jego mieszkanie. Heinz sprawnie zdemontował uszkodzoną przerzutkę i od tego momentu mój rower stał się single speedem. W takiej konfiguracji dojechałem już do granicy, a chwilę później do Wrocławia.

Uszkodzona tylna przerzutka.
Znak Granica Państwa.
Przerzutka i granica.

Cała podróż zajęła mi około 20 dni, podczas których przejechałem mniej więcej 2000 kilometrów. Był to mój pierwszy dłuższy trip na nowym rowerze i jednocześnie ostatni większy test przed podróżą, która miała zmienić moje życie.