Londyn - Kornwalia

Rower na kamienistej plaży pod kredową klifą.

Po powrocie do Polski z mojej pierwszej samotnej podróży musiałem zmierzyć się z rzeczywistością. Postawiłem wszystko na podróże, był środek zimy a wszyscy moi znajomi byli na studiach.

Zacząłem rozwozić jedzenie rowerem za marne pieniądze. Po miesiącu frustrującej pracy usiadłem i policzyłem, ile czasu musiałbym pracować w ten sposób, żeby zaoszczędzić na podróż, o której wtedy marzyłem. Wyszło mi około czterech lat.

Załamało mnie to, więc zacząłem szukać innego rozwiązania. Zacząłem pisać do ludzi, których znałem za granicą, w krajach, w których płaca minimalna była wyższa niż w Polsce. Mój wujek mieszkający w Londynie zgodził się przyjąć mnie do siebie na czas, dopóki nie zarobię wystarczająco dużo, żeby wynająć coś własnego.

W lutym 2020 roku przeprowadziłem się więc do Londynu. Pracę znalazłem już drugiego dnia po przyjeździe. Pracowałem bardzo intensywnie w restauracji znajdującej się w jednym z londyńskich parków, aż do momentu, w którym rozpoczęła się pandemia i restauracje zostały zamknięte.

Przyjechałem do tego miasta bez telefonu, jedynie z adresem wujka zapisanym na kawałku papieru, a chwilę później zacząłem co miesiąc otrzymywać średnią swojego wcześniejszego wynagrodzenia, nie musząc przy tym pracować.

Nie zastanawiałem się długo. Chwilę wcześniej za 20 funtów kupiłem rower aby zaoszczędzić na kosztach dojazdu do pracy, uznałem, że użyję tej maszyny do mojej kolejnej podróży. Nie mogłem opuścić kraju, dlatego postanowiłem pojechać do jego najdalszego krańca — Kornwalii.

Rower oparty o ławkę w trawie.
Rower przy ławce.

Bardzo dobrze wspominam ten beztroski czas. Zobaczyłem Stonehenge, przejechałem przez piękne Jurassic Coast, spałem samotnie na jednych z najpiękniejszych plaż w kraju, próbowałem lokalnego cydru w małych nadmorskich miejscowościach i jadłem dużo fish and chips. Po drodze poznałem wielu świetnych ludzi ale przede wszystkim odkryłem, że podróżowanie rowerem daje mi znacznie więcej wolności niż podróżowanie stopem.

Stonehenge za owcami na łące.
Stonehenge.
Rower na kamienistej plaży pod kredową klifą.
Namiot na plaży pod klifą.
Plaża i namiot.
Widok z namiotu na wyspę o zmierzchu.
Rower nad plażą.
Noc na brzegu.
Ognisko z ludźmi poznanymi po drodze.
Ognisko.

Po powrocie do Londynu spędziłem na miejscu zaledwie kilka dni. Uznałem, że nic tam po mnie, więc ponownie wsiadłem na rower i ruszyłem w trasę, tym razem wzdłuż drugiej strony angielskiego wybrzeża.

Łącznie w ciągu około dwóch miesięcy przejechałem trochę ponad 2000 kilometrów.